Czy polskie miasta są projektowane dla ludzi, czy pod przepisy?
Już na etapie analizy projektu coraz częściej pojawia się pytanie: czy polskie miasta są projektowane dla ludzi i ich realnych potrzeb, czy wyłącznie pod obowiązujące przepisy budowlane?
Teoretycznie wszystko się zgadza – normy, wskaźniki, paragrafy. W praktyce efekt bywa daleki od miasta przyjaznego mieszkańcom.
Jako architekt z ponad 20-letnim doświadczeniem widzę to niemal codziennie: inwestycje formalnie poprawne, a jednocześnie funkcjonalnie i społecznie słabe.
Przepisy budowlane miały chronić ludzi a dziś często projektują miasta
Warunki techniczne i przepisy przeciwpożarowe powstały po to, by zapewnić:
Problem zaczyna się wtedy, gdy minimum normowe staje się maksymalną ambicją projektu.
Zamiast pytania: jak zaprojektować dobre miejsce do życia?
pojawia się inne: jak zmieścić się w przepisach i nie dostać uwag w urzędzie?
W tym momencie miasto zaczyna być projektowane pod przepisy, a nie pod ludzi.
Miasto zgodne z przepisami to rzadko miasto przyjazne mieszkańcom
Na papierze wszystko jest w porządku:
-
zachowane odległości między budynkami,
-
nasłonecznienie spełnione „na styk”,
-
place manewrowe i drogi pożarowe zgodne z normą,
-
odpowiednia liczba miejsc postojowych.
W rzeczywistości jednak często widzimy:
-
wąskie dziedzińce bez życia,
-
place zabaw „bo wymagają tego przepisy”,
-
zieleń jako wypełnienie wskaźnika biologicznie czynnego,
-
przestrzenie wspólne, z których nikt nie korzysta.
Miasto spełnia przepisy.
Ale nie spełnia potrzeb użytkowników.
Miasto dla ludzi – wyzwania z pogranicza polityki przestrzennej i transportowej TUTAJ!
Interpretacja przepisów ważniejsza niż jakość architektury
Jednym z największych problemów jest defensywna interpretacja prawa.
W wielu urzędach obowiązuje zasada: „zróbmy tak, żeby nikt nam nic nie zarzucił”.
Efekt?
-
skrajnie zachowawcze decyzje,
-
brak zgody na rozwiązania lepsze, ale niestandardowe,
-
projektowanie „pod procedurę”, a nie pod kontekst.
Architekt coraz rzadziej projektuje miasto,
a coraz częściej projektuje odpowiedź na potencjalne uwagi urzędowe.
Dlaczego to problem także dla inwestorów?
Miasta projektowane wyłącznie pod przepisy:
-
gorzej się sprzedają w długim horyzoncie,
-
szybciej się starzeją,
-
generują konflikty społeczne,
-
wymagają kosztownych korekt po kilku latach użytkowania.
Inwestycja może być w 100% zgodna z przepisami
i jednocześnie rynkowo słaba.
Najlepsze miasta powstawały mimo przepisów, nie dzięki nim
Historycznie najlepsze fragmenty miast:
-
zwarte dzielnice śródmiejskie,
-
ulice z aktywnymi parterami,
-
place i przestrzenie spotkań,
nie powstały dlatego, że ktoś idealnie wypełnił checklistę norm.
Powstały dlatego, że ktoś myślał o:
Rola architekta: balans między prawem a rzeczywistością
Dobry architekt nie ignoruje przepisów.
Ale nie pozwala im przejąć pełnej kontroli nad projektem.
To ciągłe balansowanie między:
Bardzo często oznacza to rozmowy, negocjacje i tłumaczenie urzędnikom, że lepsze rozwiązanie nie znaczy mniej bezpieczne.
Podsumowanie: miasta projektowane pod ludzi wygrywają
Polskie miasta nie są przeciętne dlatego, że mamy złych architektów.
Są przeciętne, bo:
-
projektuje się je zachowawczo,
-
przepisy traktuje się jak cel, a nie narzędzie,
-
odpowiedzialność wygrywa z odwagą projektową.
A przecież miasta zapamiętują nie te projekty, które „przeszły bez uwag”,
lecz te, w których chce się żyć.
Zadaj sobie pytanie
Czy projektujesz miasto:
pod przepisy, czy pod ludzi, którzy będą w nim mieszkać?
Bo tylko to drugie naprawdę działa i naprawdę się sprzedaje.
Chcesz zaprojektować osiedle, które będzie dla ludzi a nie dla przepisów?
SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI! Chętnie pomożemy!